Przylot , Las Vegas

So here I am...po kilkunastu godzinach podrozy (22 godzinna podroz z przesiadka w Toronto), oto jestem w Las Vegas - miescie kojarzonym przede wszystkim z grami hazardowymi, zakupami,wyszukanymi restauracjami i luksusowymi hotelami.

Wymeczony podroza, lecz podekscytowany - rozpoczynam swoja podroz po USA

Poczatek wyprawy - wynajem samochodu... dobry samochod to podstawa. Niestety duzego wyobru nie mialem...rzeklbym, ze nie mialem go wcale. Agencja miala tylko trzy samochody z klasy, ktora zarezerwowalem.
Pierwsze auto mialo peknieta przednia szybe, w drugim musialabyc niezla impreza... bo juz po otwarciu drzwi zapach ziola uderzyl w twarz - jakby cala ekipa przgotowujaca samochody zrobila sobie w nim przerwe na Jointa. To jakby sie sprawdzalo powiedzenie, "to co dzialo sie w Vegas zostaje w Vegas" :) Z braku laku zostal mi samochod numer trzy..."piekna" limuzyna Chevroleta :),, zatem jak to mowia:byle jechalo i na glowe nie padalo.

Wybor hotelu jak na Las Vegas pierwsza klasa :)



Pierwszy dzien w miescie rozpusty - spedzilem robiac zakupy na moja wyprawe. Zakup: namiotu i sprzetow biwakowych, jak najbardziej polecam do tego Wal-Mart store. Oczywiscie jako punkt honorowy, musialem odnalezc znak Welcome to Fabulous Las Vegas.



Drugiego dnia, caly wypoczety wyruszylem na miasto







Nie obyło sie rzecz jasna bez wizyty w kasynie. Po kilku kolejkach /zakladach nalezalem do grona zwyciezcow - wygralem cale 12 dolarow…ktore po dalszch probach stracilem :)
Ostatecznie zakonczylem zabawe w Casino z wynikiem -  $4 w kieszeni...Potwierdzila sie znowu zasada Thomasa Jeffersona, jako, ze:

“The only way to win money out of a casino is to own one” :D

Comments

Popular posts